Re: Rozpoczął się rozpad UE – cd.

Ciąg dalszy artykułu Marka Beylina pt.: ” Europa przedrozbiorowa”

[„.. Stoimy więc w obliczu potężnego zwrotu politycznego. Jego fatalnym finałem może być demontaż Unii. Co oznacza rozkwit konfliktów między państwami i ich marginalizację, bo żadne z nich osobno nie stawi czoła światowym problemom. Przekonanie o sile państwa narodowego to złudny mit. Taki rozbiór Unii to także kres europejskiej solidarności, w tym unijnych funduszy wspierających biedniejsze państwa, jak Polska. Biedni będą słabi, zaś Polska między agresywną Rosją a już nieeuropejskimi Niemcami stanie się zależna od ich woli.

Wszystkich tych, którzy taki scenariusz uważają za bajanie, a zwłaszcza przekonanych, że im Unia słabsza, tym lepsza, muszę zapewnić: rozpad już się zaczął. Można go powstrzymać, zmieniając Unię, ale nie da się go zamrozić, pozostawiając UE w obecnym stanie. Jest jeszcze czas, by odwrócić tę tendencję, i jest wola, bo większość Europejczyków chce Unii. Czego więc brakuje?

Odpowiedzi udziela kryzys uchodźczy. Europę zamieszkuje kilkadziesiąt milionów muzułmanów, z czego ok. 15 mln to ci, którzy napływają tu od lat 60. Absolutna większość z nich zintegrowała się z europejskimi prawami i obyczajami. Zresztą w zamachu w Paryżu zginęło wielu „zeuropeizowanych” muzułmanów. Teoretycznie więc nawet dwa miliony nowych przybyszów rozproszonych na kontynencie nie powinno naruszyć życia społeczeństw czy demokratycznych praw. I tak by było, gdyby Europa zachowała dawną siłę asymilującą. Gdyby potrafiła imigrantom oferować nie tylko bezpieczne życie, lecz także obecność w świecie wolnych i równych obywateli.

Tyle że dziś społeczeństwa europejskie nie mają takiej demokratycznej siły. Pod wpływem kryzysów, uwiądu nadziei na dobrą przyszłość i zrodzonych z tego lęków zetlały idee wolności, równości i obywatelstwa.

Toteż imigrantów obarcza się sumą wszystkich europejskich strachów: przed bezrobociem, kryzysem ekonomicznym, globalizacją, wojnami, erozją demokracji. Imigranci, nasi „obcy”, są bowiem jak lustro ukazujące to, co skryte. Niegdyś Europejczycy widzieli w ich obecności dowód na siłę i atrakcyjność europejskiego świata. Dziś dostrzegają w nich własną słabość i niepowodzenia.

Obecnej Europy nie stać na to, by przyjmować miliony imigrantów. Jest na to zbyt słaba. Ale nie ma też siły, by kontrolować rzeczywistość. Nawet jeśli teraz uda się jej zamknąć granice przed uchodźcami, to i tak na dłuższą metę nie uchroni się przed ich naporem. Zwłaszcza gdy zmiany klimatyczne spowodują wielką wędrówkę ludów.

Ale cóż możemy dać tym, którzy już tu przybyli i przybędą, skoro sami nie wiemy, w jakich wartościach, do jakiego wspólnego dobra wychowywać obywateli? W całej Europie wychowanie do demokracji osłabło na rzecz wychowania do rynku. Jasne, demokracja nie może istnieć bez pędu do karier i dbałości o status materialny, lecz degeneruje się, jeśli głównie do nich się sprowadza.

My zaś takie ułomne wychowanie serwujemy w Europie od lat. A ponieważ coraz trudniej o kariery i bogacenie się, wśród „wychowanków”, i świeżych imigrantów, i tych bardziej rdzennych, przybywa gniewu i frustracji.

Żeby więc stawić czoło współczesnym kryzysom, także temu uchodźczemu, który potrwa długie lata, Europa musi przyjąć, że będzie istnieć tylko jako silna wspólna demokracja. Inaczej zawali się pod ciężarem własnych strachów. …”]