Re: Po burzy o nauce i bogu

To burza też była?

Na wszystkich – nieustająco działa mechanizm obronny – dokonujący „zniekształceń”(”racjonalizacji” ) poznawczych mających utrzymać organizm w dobrym samopoczuciu – z jego pomocą osobniki oszukują samych siebie – co do swojej niezależności – mądrości oraz wewnętrznej spójności – to działa na wszystkich bez rozróżnienia – na naukowców czy wierzących w mitologiczne bóstwa (lub inne ich współczesne wcielenia). Zabezpieczenia metodologiczne – jakie przeciwko temu mechanizmowi stosuje nauka – są póki co – najlepsze – na jakie stać gatunek.

Dlatego jak myślę – stanowcze rozdzielanie wiary od nauki jest konieczne – bo inaczej to „Helleryzm”? – czyli siatki boskich matryc – niebezpieczne niby ruchome piaski.

Jest klimat to pustynia tężeje – tym bardziej teraz – kiedy uważany historycznie za antyintelektualny (znaczy się durny) -religijny konserwatyzm – stara się nadrobić zaległości i szuka naukowych uzasadnień (sporo inwestując np. w amerykański kreacjonizm u nas nie musi szukać żadnych usprawiedliwień)

Drugi wewnętrzny (również nieświadomy) mechanizm to jak się zdaje – stosowanie zmysłu moralnego dość instrumentalnie – zniekształcające go czy formujące do własnych celów – co związane jest z dziwnym poddaństwem w stosunku do „mentalności” grupy czy wreszcie mylenie samej moralnej skłonności człowiekowatych z konformizmem ( mniej więcej S.Pinker znany zapewne Majce)

Wszystko to jednak już było na FN – np. tu

forum.gazeta.pl/forum/w,32,157697126,157697126,wierzacy_naukowiec.html

To że ten temat – powraca nieustannie jako polemicznie atrakcyjny może świadczyć (poza męczącą koniecznością zamanifestowania własnych rozterek zagubionych czy sponsorowanej ewangelizacji) o tym że proporcje – naukowy/duchowy są ciągle w historycznej oscylacji – wydawało się – że ostatnio autorytet nauki (potwierdzanej doświadczeniem i zabezpieczony metodologicznie) zyskuje – ale człowiekowate jako „małpy dwubiegunowe” miewają „kaprysy” a słowo „rozwój” jest zagadkowe.

Przy czym oczywiście wzbogacanie wyobraźni czy poszerzanie horyzontów – jest nauce niezbędne tyle – że jakoś jednostronnie nazywamy ten „rozwój” –„duchowym” co w sposób nieuprawniony kojarzy się w naszym kręgu kulturowym z religią a nie humanistycznym podmiotowym wszechstronnym wzbogacaniem wyobraźni. U „nasz” lokalnie ta maniera jest wyjątkowo upierdliwa – z jednej strony odstręcza naukowców od wszechstronnej wyobraźni a kaznodziejów ośmiela.



Groucho : No Ravelli – proszę iść trochę szybciej.

Chico : A po co się tak spieszyć – szefie? Przecież donikąd nie idziemy.

Groucho : W takim razie ruszamy biegiem i skończmy z tym raz na zawsze

Bracia Marx