Jak wytłumaczycie to?

Ta historia jest szczególna z dwóch powodów. Pierwszy powód to niezwykły, wyjątkowy i całkowicie unikalny przebieg. Drugi powód to osoba, która jest jej bohaterem, świadkiem i uczestnikiem. To człowiek powszechnie znany w mediach, który przez wiele lat kierował jedną ze znanych redakcji ogólnopolskich. Oczywiście nie zgodził się ani na publikację imienia i nazwiska, ani tym bardziej miejsca, gdzie do niego doszło. Możemy tylko powiedzieć, że stało się to na starych, polskich Mazurach. Autor tej opowieści jest osobą wiarygodną i trudno sobie nawet wyobrazić, że opowiadałby o tym po to, żeby zrobić żart czy „zdobyć sławę”. Zresztą, o jakiej sławie mowa, jeśli nawet nie zgodził się na ujawnienie szczegółów swej tożsamości. Jeden z naszych kolegów z pokładu Nautilusa zna tego człowieka prywatnie. Tuż po przeżyciu tej historii świadek zadzwonił do niego bardzo zdenerwowany, poruszony do głębi, jeśli nawet nie powiedzieć roztrzęsiony. Nie potrafił nie tylko sobie tego wyjaśnić, ale miał wrażenie, że dotknął jakieś „tajemnicy”, z którą poradzić sobie nie potrafi. Dodajmy jeszcze dla pełnego obrazu, że osoba ta nie wierzy w „zjawiska pozazmysłowe”. Po tym wstępie zapoznajmy się z historią. Był 2005 rok. Według jego relacji poruszał się samochodem razem ze swoją rodziną po Mazurach. Jechał samochodem osobowym. Był wczesny poranek – już nie była noc, ale dopiero budził się dzień. Na drodze nie było żadnych innych aut, co o tak wczesnej porze oczywiście się zdarza. Nie zauważył niczego szczególnego ani nic nie zwróciło uwagi jego rodziny. Cała historia zaczęła się w momencie, kiedy włączył radio samochodowe, aby trochę umilić czas podróży. O tym, że „coś jest nie tak” zorientował się po kilki minutach, kiedy rozpoczął się serwis informacyjny. Co było nie tak? To były wiadomości sprzed… 10 lat!

Jak to możliwe… to chyba jakiś żart…

Serwis informacyjny w ogólnopolskim radiu komercyjnym czytał dziennikarz, który dawno już w tej stacji nie pracuje. Wśród wiadomości była mowa o „premierze Oleksym, który spotkał się ze związkami zawodowymi” (Józef Oleksy był Premierem Polski w latach 1995–1996). Następnie były wiadomości o wydarzeniach w Polsce i na świecie, które po prostu były sprzed dziesięciu lat! Początkowo w samochodzie wybuchła wesołość. Ot, fajny żart zrobiła rozgłośnia radiowa puszczając informacje sprzed tylu lat… fajny pomysł!

Rozbawieni tym, co słyszą z radia, zatrzymali samochód przy drodze tuż przy jeziorze. Naprawdę ciekawie się stało wtedy, kiedy zmienili stację radiową na zupełnie inną, a tam także był program „sprzed dziesięciu lat”! Zupełnie inny dziennikarz w zupełnie innym radiu informował także o tym, co planuje premier Oleksy. Następnie przeszedł do informacji ze świata, które były niczym „wycieczka w przeszłość”. Kiedy zmienili kanał stacji radiowej na inny sytuacja powtórzyła się co do joty – słyszeli program informacyjny sprzed dziesięciu lat! Ich radio samochodowe bez najmniejszego problemu „wyłapało” około dziesięciu różnych sygnałów radiowych. Od ogólnopolskiej „Jedynki” czy „RMF” po stacje lokalne. Wszystkie co do joty nadawały program sprzed dziesięciu lat!

Z twarzy osób podróżujących autem zniknął uśmiech, a pojawiło się bezgraniczne zdumienie. Świadek opowiadał, że był tak przerażony tym, co słyszy w radiu, że natychmiast z powrotem uruchomił silnik w samochodzie i ruszył dalej. Wyłączył radio. Po kilku kilometrach włączył je z powrotem. Tym razem wszystko było w porządku – wszystkie stacje nadawały program aktualny. Jednej ze stacji lokalnych, których słuchał przed chwilą, nie był w stanie znaleźć. Okazało się bowiem kilka dni później, że owa stacja już nie istnieje od kilku lat. Jak to możliwe, że słuchali widmowych „stacji radiowych” sprzed lat? W żaden sposób nie potrafili sobie tego wytłumaczyć.

Autor relacji zapytany, jak ocenia całe zajście odpowiedział, że jest tylko jedno wyjaśnienie. Ktoś w roku 1995 nagrał na magnetofon wszystkie stacje radiowe jakie były w okolicy, a następnie korzystając z jakiegoś nadajniki ponownie wyemitował je w eter… Owa hipoteza miała jednak jeden słaby punkt, a raczej dwa. Po pierwsze: po co miałby to robić? Po drugie: jak miał to zrobić?

Historia ta powróciła przy okazji ostatniej rozmowy w Bazie FN o dziwnych „anomaliach czasowych”, które czasami pojawiają się w historiach przysyłanych na pokład Nautilusa. Czas jest wielką zagadką i czasami – czy przez przypadek (lub też nie) – można nagle znaleźć się w zupełnie innej czasoprzestrzeni… W każdym razie wiarygodność świadka i jego opowieści jest tak duża, że można ją uznać za fakt.

nautilus.org.pl/index.php?p=artykul&id=2597