Bo lubię

Pisząc „bo lubię” nie miałem na celu dzielenie się z Wami moimi upodobaniami kulinarnymi.

To oczywiste.

Używając „bo lubię” chciałem zaznaczyć, że nie spotkałem przekonywujących dowodów naukowych, które skłoniłyby mnie, aby zrezygnować z tego „bo lubię”.

Może pewne moje preferencje -lubię, nie lubię – były gdzieś tam podświadomie dyktowane wiedzą. Wybieram oliwę z oliwek, nie korzystam z oleju sojowego i słonecznikowego. Do smażenia używam też oleju z pestek winogron. Przyznaję się bez bicia, że kompletnie nie znam i nigdy się nie interesowałem, jaki ma on skład.

I mówiąc szczerze nie bardzo mnie to obchodzi.

Używam, bo… lubię.

Jeśli chodzi o jedzenie to po prostu nie dajmy się zwariować!

Jedyne embargo

w mojej kuchni to jest sól!

Bo wiedziałem, że to „dobre”, a teraz – bo „lubię”

To opisały tony publikacji. Wrażliwość smaku na sól wzrasta, gdy przestaje się ją stosować.

Tak było ze mną. Członek rodziny z zaleceniem NAUKOWYM ograniczenia spożycia soli i… ja teraz nawet ziemniaków nie solę. Osolone nie smakują.

Ale kanapka z domowym smalcem ze skwarkami posypana solą… Inna być nie może.

Ludzie!

Tak jak napisałem wcześniej. Nie ma randomizowanych badań żywieniowych. Możemy się podpierać koślawymi badaniami kohortowymi, kliniczno-kontrolnymi. Jakieś wnioski z nich płyną.

Tylko nie stańmy się ich zakładnikami.