Re: Obiektywne odkrycie?

dawwwkins2 napisał:

> Ale co to znaczy „obiektywne odkrycie”?

Mnie akurat nie musisz przekonywać do niewystarczalności obiektywności. (co dość wyraźnie napisałem w poprzednim poście – „czy można” i w paru innych)

> Obawiam się, że to nie takie proste: te z pozoru obiektywne odkrycia są po pros

> tu wynikiem inaczej poprowadzonej interpretacji, przy użyciu innego modelu.

> Rozmawialiśmy o tym przy kwestii praw natury.

>

> Aha, ja co prawda bronię tu ks. Hellera, ale to nie wynika z moich przekonań. R

> aczej z poczucia sprawiedliwości mu należnej 🙂

I ja nie staram się nikogo atakować mówię tylko o swoich wrażeniach

Jest jednak coś ciekawego na co chciałbym zwrócić uwagę – otóż uciekając od ograniczeń scjentyzmu w swojej pracy filozoficznej ksiądz profesor wykazuje się pewną gotowością do przekraczania barier ontologicznych nauki.

Gotowość do traktowania zjawisk trochę szerzej niż nauka. Z tego co pamiętam – bo nie mam przed sobą tej książki ( filozofia i wszechświat ) to jest w sensie filozoficznym lekki groch z kapustą i nieustanna ucieczka przed Kantem ale dość dzielna – nie żadne pomijanie (nie pomija Kanta ale już dalej to raczej pustka) Kant jest cytowany i jednocześnie bagatelizowany na ten specyficzny sposób naukowo religijny.

( jest tam też o ile pamiętam usilne zbliżenie geometrii nieprzemiennej do rozważań teologicznych z jednoczesnym zaznaczeniem że ksiądz profesor jest uczestnikiem grupy która postawiła sobie za cel zunifikowanie metod matematycznych stosowanych w ogólnej teorii względności i mechanice kwantowej – extra nie?).

Z jednej strony pomijanie człowieka (mimo deklaracji) – dziwne jak na księdza z drugiej żądanie ontologii od nauki dość religijne jak na naukowca. I jeszcze to ciągłe napominanie o strukturach czy modelach twardo zmierzających do ostatecznego wyjaśnienia co osobiście odbieram jako tęsknotę za bóstwem. Czułem się oplątany subtelną siatką matematyki ciągnącą mnie w jakąś wydumaną krainę.

Jedyną cenną dla mnie wartością która została z tej lektury jest pewna „gotowość” czy potencjalność tego sposobu pojmowania nauki – niemniej jednak razi mnie ta religijna ontologia i dlatego napisałem – że nie mam zaufania do celników zbytnio zaprzyjaźnionych z przemytnikami.

Jednak lista osiągnięć bardzo imponująca i oby więcej takich … no właśnie kogo? –

z wszystkich (filozof naukowiec ksiądz) wybieram jednak naukowca ? nie jednak wybiorę tylko jego „gotowość” do nieprzewidywalnych rozwiązań – ale może jest ona tylko moją projekcją?

Wredna witamina D3 i jej siostra, która zawiodła.

Opublikowała się publikacja w New England Journal of Medicine, najbardziej prestiżowym czasopiśmie z zakresu medycyny klinicznej, która wprawiła mnie w przygnębienie.

www.nejm.org/doi/full/10.1056/NEJMoa1205624

O co chodzi? to może po kolei, dla nie wtajemniczonych.

1.

BigPharma ukrywa negatywne wyniki badań

Kolejny dowód, że miliony wywalone na badania kliniczne dostarczają negatywnych dowodów.

2.

Witaminy.

2a. Witaminy sieroty.

Mamy takie witaminy, jak C i E, które tak właściwie to nie wiadomo do czego są potrzebne. Teorie wolnych rodników?

OK! Wit. C. bierze udział w syntezie kolagenu. Tak czy inaczej jej niedobór równa się szkorbut

2b. Witaminy matrony.

Wiadomo do czego są potrzebne w szlakach metabolicznych.

B1, B2, B6, nie mówiąc o PP i B12, i o kwasie foliowym.

Tu wszystko zbadano, opisano. Nie ma o czym mówić.

Bez nich reakcje chemiczne nie będą przebiegać.

2c. Witaminy wiedźmy.

Wiedźmy, bo wciąż o nich mało wiemy. Widzimy, ich efekt działania – wywierają różne tajemnicze działania. A wciąż mało wiemy, jak one to robią.

Te wiedźmy to… witamina A i D3.

Nie uczestniczą one w żadnych reakcjach biochemicznych. Wnikają one do jądra komórkowego i tam zaczynają modyfikować działanie genów.

Witamina A jest aldehydem.

Ale gdy utlenić ją do kwasu, to:….

– kobiety i mężczyźni młodnieją – piling farmakologiczny. Złuszcza się zrogowaciały naskórek z twarzy.

– nastolatki dorośleją – znika trądzik młodzieńczy.

Najważniejsze: niektórzy pacjenci z białaczką zdrowieją!!!!

Jak każda wiedźma ma też i swoje ciemne oblicze: kobieta w ciąży, która ją zażyje w postaci kwasu (nie aldehydu), może urodzić dziecko z wieloma wadami wrodzonymi.

Cicha lecz nie mniej przebiegła jest jej koleżanka – witamina D3.

Pozwolicie, że teraz ponudzę, jak ona zazwyczaj działa. To ważne, bo chciałbym Wam przedstawić, dlaczego ta publikacja tak mnie zasmuciła.

D3 ma zbyt potężne działanie, aby organizm nie kontrolował jej działalności. Tak w zasadzie to D3 nie potrafi jeszcze niczego zbyt wiele.

Organizm musi ją aktywować.

Najpierw rusza wyrobnica – wątroba. Ta ją hydroksykluje na pozycji 1. Zamyka oczy i hydroksyluje.

Teraz nerki.

Tam jest hydroksylacja na pozycji 25. I już rozrabiaka gotowa!

Dla nie wtajemniczonych: hydroksylacja to jest dołączenie grupy OH – tlen z wodorem.

Nerki nie robią tak, jak wątroba. Tak samowolnie, przygłupiasto. One są sterowane poprzez parathormon wydzielany przez przytarczyce (okolica szyi).

Co robi nasza zaktywowana rozrabiaczka?

Kontroluje poziom wapnia – drugiego rozrabiaki, którego organizm cały czas musi mieć pod kontrolą. Bez niej, ten łobuz, nie wniknie przez jelita z przewodu pokarmowego do organizmu.

Nudno? No pewnie, że nudno! Ale zaczekajcie chwilę.

Teraz zaczyna się jazz!

1.Pacjenci z niewydolnością nerek – ze zniszczonymi nerkami nie aktywują naszej rozrabiaczki do 1, 25 hydroksy witaminy D3.

2. Nie wchłania się wapń z jelit.

3. Nie ma łobuza wapnia, więc organizm wzmaga wydzielanie parathormonu

4. Parathormon to jest gaszenie ognia benzyną

5. Parathormon rzuca się na kości, by uwalniać z nich wapń. Niestety z wapniem uwalnia również fosforany, które ten wapń kiełznają. W tkankach odkładają się złogi fosforanów wapnia.

Ok!

Skoro nerki nie produkują 1, 25 kalcitriolu (aktywnej formy D3) to go podajmy!

Mamy! Podajemy, ale ten zabójczy PTH (parathormon) wciąż na wysokim stężeniu!

Nareszcie do rzeczy

Aktywowana wit D3 hamuje wydzielanie PTH.

No to do dzieła!

Stwórzmy taki analog wit. D3 który będzie aktywny, gdy nerki nie działają i który będzie hamował wydzielanie parathormonu PTH bardziej niż zwykła D3 hydroksylowana w typowych miejscach.

Na marginesie ten PTH w nadmiarze to też jest wredny typ!



Firmy farmaceutyczne w zawodach

Abbot był pierwszy. Wypuścił: paracalcitol. Zemplar.

Abbott nigdy nie był firmą farmaceutyczna z prawdziwego zdarzenia. Taka hurtownia, która brała, co jej inni wystawili. Paracalcitol miał nawet ciekawy papier – zmniejszał śmiertelność u pacjentów z przewlekłą niewydolnością nerek. Papier niskiej wiarygodności, a Abbott nie chciał go uwiarygodniać. Dla hurtowni szkoda czasu i ambarasu.

Inne podejście ma Amgen.

To jest firma nastawiana na odkrywanie nowych leków: pierwsze interferony, erytropoetyny – to ich.

Szkoda, że ich analog wit. D3 (cinacalcet) się właśnie był, w tej publikacji fiknął.

Re: Karnawał się zaczął!

No i bardzo dobrze. Absolutnie nie mialem zamiaru Twego watku w najmniejszym stopniu krytykowac. A ze wychodzi na to, ze jednak jest to pewna forma reklamy, to troche prawdy w tym jest. Bedac na wsi znajomi mi opowiadali o tych „konkursach”. I wypadalo swa opinie miec i przedlozyc. Wiec odpowiedzialem, ze zaplacilem podatek od glupoty, nawet podalem kwote (polaczenie kosztowalo „only” 4 zl). I przyjaciol nie stracilem. Jednemu nawet przeszlo przez gardlo: „dobrze zes mi to powiedzial”. Faktem jest, ze niezalenie od tego czy ktos przegra czy nawet uda mu sie mala kwotke wygrac, to to sie po „wsi” roznosi. I dobrze jesli sluchacz wyrobi sobie opinie, ze to jest zakamuflowana „sciema” czyli forma oszustwa, to wiecej w to grac nie bedzie. I taki efekt Twojego watku przewiduje. Nie reklama lecz wlasnie skuteczna forma antyreklamy.

Wtedy tez stosowali tricki z rzymska notacja liczb. Na „obrazku” byly jakies to C to M nie mowiac juz o roznych krzyzykach, iksach, nawiasach i zwyklych kreskach. To wszystko byly liczby. Moze nawet symbole tuzina, mendla, kopy czy grosa byly ale tych nie znam. Chyba ich po prostu nie ma.

Ze 20 lat temu dalem sie tez nabrac na trzy karty. Ale bylem bardzo ostozny wiec jak najpierw wygralem by potem wygranaszybko przegrac to sie postanowilem na chlodno zastanowic. U mnie w Krosnie powiadali, ze „niejaki” Gomulka zanim zostal Isekretarzem gral w trzy karty. Ale nie wiem ile w tym prawdy gdyz on podpadl jako antysowieta czy cos w tym stylu tak, ze potem mu rozne latki doklejali i do dzis krytykuja.

Otoz w tymze Krosnie na wlasne oczy widzialem „trojkarciarza” i goscia jego jednego z wielu klientow czytaj jeleni, ktory za jednym „rozdaniem” przegral rownowartosc fiata. Gosciu lekko zagial sobie rog karty wygrywajacej a rozdajacy niby tego nie zauwazyl. Po szybkim rozrzuceniu, na blacie skrzynki lezala karta z zagietym rogiem. Dwie pozostale byly prtosciutkie jak nowe. Gosciu obstawil na nia – fortune i bardzo sie zdziwil, ze ta karta z zagietym rogiem byla blotka… A lezaca obok, bez zagiecia byla wygrywajacym asem.

Mialem kolege, ktory z „bezpiecznej” odleglosci nagral kamera takiego trojkarciarza, potem ogladalismy to w zwolnionym tempie. Bylem zdolowany przez dni kilka. Nie mialem zielonego pojecia jakie numery oni potrafia wyczyniac. Np udajac normalne rozkladanie kart, potafi w mgnieniu oka rzucic karta trzymana w prawej rece tak, ze wydaje sie ze ona zostala opuszczona z lewej. Mistrz co jakis czas daje wygrac. Wspolnikowi oczywiscie, ktory nadmiar wygranych pieniedzy musi przeciez jakos sukcesywnie odprowadzac. Ale niestety tego numeru z zaginaniem rogu karty nie udalo mi sie przesledzic. Zapewne w mgnieniu oka facet zamienil caly zestaw na przygotowany wczesniej identyczny tylko z zagietym rogiem blotki. To sa fachowcy, artysci, zwykly gawiedz nie ma z takim zadnych szans.

Tak, ze to tez jest ciekawe. Moze nie az tak jak z zaginaniem czasoprzestrzeni i wszechswiata w rozne torusy a nawet precelki podziurawione czarnymi dziurami poprzetykanego ciemna czy popielata materia, ale zawsze…

Pzdr

Tornad

Re: Karnawał się zaczął!

E! reklama?

Nie!

Jak zaczną pojawiać się „głosy oburzenia”, to moderator chwyci za nożyczki. Wcale nie będzie mi szkoda, jak cały wątek odeśle na Oślą ławkę. Albo po przycięciu zamknie. albo zrobi cokolwiek.

Z powodu sylwestrowego nastroju pomyślałem sobie, że zamieszczenie czegoś lekkiego, głupiego, może być zabawne.

Nie wiem czy było zabawne, ale petruccio podał ciekawy trop, na który bym nie wpadł.

P.S.

Mnie kosztowało tylko 3 połączenia czyli ok. 15PLN. Warto było.

Interesowało mnie jak się na tego typu „konkursach” zarabia.

Trafiłem na jakieś uczciwsze audio. Po dodzwonieniu się był konkurs wstępny.

Pierwsze pytanie: Ile medali na olimpiadzie zdobyła Radwańska. Tu skucha.

Postanowiłem spróbować szczęścia drugi raz.

Pytanie chyba dla organizatorów trudne, bo z zakresu nauk przyrodniczych. Udzielam odpowiedzi i słyszę: „gratulujemy poprawnej odpowiedzi, niestety inni byli szybsi”

No, skoro szybsi, to postanowiłem spróbować trzeci raz. Tym razem przygotowałem się profesjonalnie.

Znów pytanie trudne, bo przyrodnicze. Tym razem natychmiast wciśnięty klawisz i …. „inni byli szybsi”

Pomyślałem sobie: – No nie! Trafiłeś w środowisko drwali. Rąbią cię na kasę, aż wióry lecą.

Łączny koszt 15PLN – myślę, że to nie drogo za zaspokojenie swojej ciekawości w jaki sposób audiotele rąbie swoich klientów.

Re: Karnawał się zaczął!

Jesteś nieoceniony

Przyznaję na taki trop bym nie wpadł, a to przecież prosta „śtuczka”.

Chociaż: 18 + 100 + 5 + 73 + 100 + 7 + 10 + 7 + 23 to wciąż tylko 343.

Pewnie bez oryginalnego obrazka do niczego nie dojdziemy.

Tak czy siak, moje horyzonty się poszerzyły. Dowiedziałem się jak skubie naiwnych z kasy audiotele.